Zakrzątany poranek

dnia

Wczoraj dowiedziałam się, że do córki przychodzi koleżanka. Wakacyjnie pracująca maturzystka. Dzisiaj rano uświadomiłam sobie, że muszę jej dać cos zjeść nim wyjdzie do pracy na nocną zmianę! W panice zaczęłam wymyślać co mogę zrobić przed pracą. Padło na ryż z warzywami z grilla z sosem pomidorowym i Brownies z wiśniami na deser.

Najpierw ciasto. W czasie gdy będzie się piekło, będę robić resztę. Mam na wszystko tylko 45 minut, żeby zdążyć wyjść do pracy na czas. Brownies piecze się tylko 30 min więc w sam raz.

Myślałam, żeby zrobić bezglutenowe, jak zwykłam byłam dawniej – Nigella Rules – ale musiałabym mieć zmielone orzechy. Nie ma czasu ich teraz mielić. Więc z mąką. Stwierdziłam, że zrobię podwójną ilość, bo jedna porcja to jakaś taka marna ilość ☺.

Brownies (ilość podwójna na większa blachę):

250g masła w kawałeczkach

250g czekolady (powinna być ciemna, gorzka, ale my lubimy pół na pół z mleczną. Kolor nie jest może piękny, ale w smaku nam pasuje)

6 lekko ubitych jajek

660g cukru

230 g mąki

60g dobrego kakao

2 łyżeczki ekstraktu waniliowego lub ziarenka z wanilii

Szczypta soli

Dowolne owoce (najlepiej wiśnie)

Masło z czekoladą rozpuściłam w garnku z grubym dnem (nie mam serca do mikrofali ani do rozpuszczania na parze – a tak powinno być po papiesku) pilnując, żeby się nie przypaliły – ciągle mieszałam. W „międzyczasie” podgrzałam piekarnik do 180 stopni (góra-dół), wysmarowałam formę masłem i wyłożyłam papierem.

Następnie ubiłam lekko jajka z cukrem, wanilią i solą. Dodałam kakao i mąkę, znowu trochę miksując. Na końcu dolałam przestudzone, rozpuszczone masło z czekoladą i połączyłam składniki. Wylałam na formę. Na górze porozkładałam odmrożone i odcedzone wiśnie (odmrażałam je na chybcika w gorącej wodzie). Ciasto włożyłam na środkowy poziom na 30 min. Wyszło z chrupiącą skorupką i ciągnące w środku. Takie najlepsze. Wolę taką konsystencję od jednolitej, zbitej.

C:\Users\Admin\Desktop\blog\Brownies2.jpg

Przepłukałam ryż jaśminowy, zalałam wrzątkiem z solą i kurkumą. Równocześnie 2 puszki pomidorów bio z bazylią, ziołami prowansalskimi, solą, pieprzem podgrzewałam to utworzenia gęstego sosu. 

C:\Users\Admin\Desktop\blog\ryż.jpg
C:\Users\Admin\Desktop\blog\sos2.jpg

Miałam jeszcze 2 palniki wolne, w sam raz na 2 patelnie grillowe ☺. Bakłażany pokrojone na plasterki zasypałam solą i odstawiłam do puszczenia goryczki. Żółtą cukinię i brązowe pieczarki pokroiłam w plasterki i doprawiłam curry, solą, ziołami prowansalskimi, pieprzem, przyprawą do indyka i oliwą i rzuciłam na patelnię. Usmażone przełożyłam do pudełka. Następnie przepłukawszy plasterki bakłażana doprawiłam je jak wyżej i również podsmażyłam na grillowej. Trzeba uważać, bo w piekarniku bakłażan robi się ok. 2 godzin (żeby rozpływał się w ustach). Na patelni „dochodzi” natychmiastowo (parę kółeczek mi się przysmoliło i musiałam wyrzucić ☺). 

C:\Users\Admin\Desktop\blog\grill.jpg

Zadowolona, że zdążyłam, zaczęłam zmywać i wietrzyć dymy z kuchni. Moja córka obudzona stukaniem zaglądnęła zaspana do kuchni. Poinformowałam ją, że właśnie skończyłam obiad, na co ona powiedziała: „Ależ mamo, umówiłyśmy się dziś w kawiarni…..” No cóż… znowu będzie obiad do menażek do pracy ☺. Z deserem!

Dodaj komentarz