Kalezony czyli Calzone po pauzowemu :D

Ostatnio namieliło nam się mąki, nasiało otrąb, które zjadły kozy. Zrób coś z tą mąką Kobieto! Chleb? A może Calzone? Pizza nam się ostatnio troszkę przejadła. A skąd ta nazwa? 😀 Mama stwierdziła, że za dużo wszędzie tych obcych nazw i blak frajdejów, a potem dodała – ukrój mi jeszcze kawałek tego kalesona. No i masz babo placek, albo raczej kalesona. Aby jednak oddać szacunek włoskiej potrawie zostaniemy przy literce „Z” – wybacz Mamo 😀

Nadzienie:

1. Ser typu mozzarella – jest pięknie jak wyłazi i ciągnie się, ale mogą być resztki serów – dowolna mieszanka.

2. Do tego pieczarki, kukurydza, cebula, trochę sosu pomidorowego – tak naprawdę co tylko sobie chcecie. Jeśli lubicie może być pikantna bo co nam szkodzi jeśli tylko nie szkodzi?

Ciasto jak na pizzę np. wg tego przepisu: /https://kuchniapauzy.food.blog/2019/08/09/pizza-wersja-pauzowa-podstawowa/

Użyłam naszej mąki z pełnego przemiału z niewielkim udziałem białej. Ciasto wyrastało dłuużej bo nie było prądu i wyniosłam go w chłodne miejsce. Opcją dla piekarnika była patelnia, ale doczekaliśmy powrotu elektryczności.

Po wyrośnięciu ciasta przygotowujemy go jak na pizzę, rozciągamy okrągły placek. Nakładamy nadzienie na połowę i składamy ja wielki pieróg. Potem do piekarnika i gotowe. Może trochę nieforemny, ale pyszny ten pieróg.

Dodaj komentarz