No i mamy nowe danie przez przypadek. Planowałam z pozostałości wczorajszych grzybków zrobić jakieś danie z kaszą orkiszową, ale zmieniłam zdanie (jak to prawdziwa kobieta). Pomyślałam sobie: „Mój mąż lubi burgery i na pewno bardzo się ucieszy, jeśli zamiast kaszy dostanie na obiad burgera”. Doczekałam więc do 12:00 i pognałam do sklepu po nasze ulubione burgerowe bułeczki. Lubię je, bo są smaczne, ale też mają dziurki, a nawet dziury, do których wpadają te rzeczy, które zwykle lubią wypadać z burgerów. 😀
Początkowo miałam zamiar po prostu wrzucić grzybki w bułkę, dodać co trzeba i już, ale kiedy popatrzyłam ile nam tego zostało, to pomyślałam: „Marnie – trzeba przysporzyć”. Wtrzasnęłam więc 3 jajka, dodałam 2 łyżki natki pietruszki i czubatą łyżkę mąki, posoliłam świerkową solą i wybełtałam wszystko razem. Na patelni rozgrzałam olej i usmażyłam ho hoooo… 6 zgrabnych grzybBurgerów! Następnie pyknęłam pokrywką słoika i już miałam marynowaną sałatkę z cukinii i papryki, o której mowa w poprzednich wpisach. Teraz trzeba podgrzać buły, ale szkoda mi rozgrzewać piekarnika (marnotrawstwo energii), tymczasem mąż głodny do mieszkania zmierza, więc ja pyk, bułę na patelnię z ostatnimi grzybBurgerami. To było to! Chrupkie, ciepłe i szmaczniutkie w ułamku jakiegoś tam czasu i można nakładać. Idą: musztarda, majonez i obowiązkowo papryczka chilli (również marynowana), sałatka, plasterek sera cheddar i liść sałaty rzymskiej. Gotowe.
A tak z innej beczki. Dokonaliśmy dziś odkrycia. Odkrycia nowego smaku. Wiadomo, jest słodki, kwaśny, słony i gorzki, ale czy wiedzieliście, że jest smak umami? Pewnie wiedzieliście, ale my to na tej wsi, całkiem się zapuściliśmy w wiedzy światowej. Żeby nie powiedzieć zbaranieliśmy, o niee!
Przy okazji czytania o boczniaku, odkryliśmy że są one bardzo „umami”… Okazuje się, że jest to jeden z 5 podstawowych smaków rozpoznawanych przez człowieka (wyodrębniony w 2000r.), obok słodkiego, słonego, gorzkiego i kwaśnego. W naturze głównym źródłem tego smaku są m.in. pomidory, wodorosty, fermentowane sosy rybne (starorzymskie Garum i współczesny sos Worcestershire) , sos sojowy, owoce morza, bardzo dojrzałe sery, długo gotowane mięso i właśnie grzyby oraz mleko matki!
Niestety w obecnych czasach często smak ten jest wywoływany sztucznie, poprzez dodawanie do potraw niesławnego glutaminianu sodu E621 ![]()
W ten sposób wyjaśniło nam się dlaczego taka niewielka ilość obdzieliła nam smakiem tyle potraw. Niech no tylko nadejdzie wiosna – zamienimy biurko na półkę i nakarmimy Was ze smakiem umami, czy jak mawiały w dziecięctwie moje córki „u Mami” 😀


Jedliśmy, zjedliśmy, a jeszcze zostało. Mój jeszcze „kanapkowy” mąż będzie miał wkład do kanapek do pracy, na jutro ❤